Kung-Fu Wiśnia i Kupanie Kupy
dnia:2011-12-18, o godzinie:18:09:44
Orochimaru miał raz córeczkę Sakurę, która miała takiego pałera w łapach, że przestawiała samochody rękami. Nic dziwnego, że postanowiła sobie popracować w warsztacie samochodowym Itachiego, gdzie już pierwszego dnia ujawnił się jej talent do reperowania samochodów za pomocą wzroku. W przerwach od pracy wymachiwała sobie Sasuke nad głową, aż ten skołowaciał i podwiózł Sakurę do szkoły, szybując motorem nad zapadniami w jezdniach. I wszystko byłoby pięknie, życie toczyłoby się spokojnie dalej, gdyby Sakura nie otrzymała wprost z Kosmosu misji ratowania duchów przed złem tego świata. Nasza dzielna Mediatorka [tak!] pracuje właśnie nad sprawą babci Chiyo, którą zamordował ognioodporny zbrodniarz. Dzisiejsza analiza zaczyna się od starań Sakury, by DELIKATNIE przekazać wnusiowi [Sasori] wiadomość o mordzie babci.
Analizowany tekst nie jest nawet w połowie tak sensowny, jak nasz skromny wstęp. Analizują:
Item &
Jajo.
Stałam pod kinem ubrana w czarne rurki i zieloną tunikę. Do tego miałam korale pod kolor bluzki.
Żeby nie było widać, że noszę biżuterię.
Ona brzydzi się takim zbytkiem:
Nie umalowałam się, bo nie lubiłam. Uszu nie miałam przebitych. Nie lubiłam kolczyków. Uważałam, że to tylko strata pieniędzy.
Nooo, też tak mam - nie pływam jachtem, bo brzydzę się luksusem.
Popatrzyłam na zegarek. Miał jeszcze 5 minut.
Mój zegarek ma 60.
- Hej.- przywitałam się.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałem mały wypadek z motorem.- oświadczył.
- Nie spóźniłeś się.- powiedziałam.- jeździsz motorem? - spytałam.
- Tak.
- Fajnie. Chciałeś mnie zabrać na przejażdżkę motorem?
- Nie, dlaczego?
- Bo to opko...
Nie, żeby się wpraszała, prawda?
- Zgadza się, ale popsuł się. Chciałem go naprawić, lecz zrobiło się późno. Wziąłem prysznic, przebrałem się i popędziłem.
Szpan połączony ze zgrabnym unikaniem wkurzających sytuacji - bdb!
- Nie szkodzi. Innym razem.- nie byłam teraz chętna na motory po porannej przygodzie.
Łaskawa pani.
Sasuke umiał jeździć po mistrzowsku motorem, lecz kiedy na karku ma się gang to wtedy to nie jest przyjemne.
- Racja.- uśmiechnął się. Odwzajemniłam go.
Wyciagnęłam drugiego Sasoriego zza pazuchy.
[po filmie]
- Widziałaś bohaterów? Byli całkiem nieźli. - powiedział.
- Nie widziałam. Cały czas podejrzliwie ci się przyglądałam.
A Sasori wystąpił w tylu yaoicowych opkach, że już z niczym się nie kryje ;>
- Tacy sobie. Najbardziej podobały mi się sceny.- oznajmiłam.
- Dlaczego?
- Były pełne akcji i dynamiki.- odparłam.
I zupełnie pozbawione tych dziadów, bohaterów.
Usłyszałam dzwonek swego telefonu. Wyjęłam komórkę. Na wyświetlaczu dostrzegłam napis "Tata". Zaczyna się pomyślałam poirytowana znowu chce mnie kontrolować.
Ten wredny mózg! Do czego on mnie zmusza?
[Sasori opowiada o swojej rodzinie:]
- Moi rodzice zostali zamordowani. Wychowała mnie babcia.
- Musi być dobrą kobietą.
- Nie żyje.
- Jak to?
Nie znam zbyt wielu sposobów bycia martwym.
- Wybuchł gaz.
- A nie uważasz, że to nie był wypadek tylko ktoś upozorował wypadek? Ktoś kto chciał się zemścić na ciebie? - zasugerowałam.
*ze łzami w oczach wygładza podusię* A miałabym po twarzy...
- Co? To niemożliwe.
- Jesteś pewien?
- Tak.
- A jeśli jednak? - nie poddawałam się.
- No może ty byłeś coś komuś winien i temu komuś tego nie oddało, więc on przyjechał do twojej babci, odkręcił gaz, zamknął drzwi i rzucił zapałkę, a cały dom się zapalił? - wypaliłam jednym tchem.
Odpaaaada. Musiałby najpierw rzucić zapałkę, a potem zamknąć drzwi.
...najpierw rzucić zapałkę, później uciec w bezpieczne miejsce i dopiero ją zapalić.
Jakby tego nie ugryźć, to niewykonalne jest. Chyba, że mordercą był kamikadze.
Mówiłam: straszy w piwnicy ;>
Spojrzał na mnie poważnie i wybuchnął śmiechem. No tego to się nie spodziewałam. Byłam zaskoczona jego reakcją. Spodziewałam się wybuchu gniewu lub irytacji, ale na śmiech nie byłam przygotowana. To zbiło mnie z tropu.
Chorzy psychicznie przeważnie nie wiedzą o swojej chorobie...
- Oj Sakura jesteś śmieszna. Za dużo naoglądałaś się filmów akcji.- pokręcił głową i uspokoił się.
Puściły Wały Grodu Kastratów i zdrowo chlusnęło Rozumem ;>
Niezamierzone obdarzenie jajami - part 2.
- Wiedziałem. Chodźmy do baru.- pociągnął mnie ze sobą, nie mając wyboru poszłam za nim. Mieliśmy wejść do budynku, gdy usłyszałam czyiś głos:
- A dokąd to się mała wybierasz?
- Chodźmy.- pospieszyłam się by wejść do środka, ale Sasori zatrzymał się i odwrócił w kierunku mego wroga.
- Hej Sasuke.- przywitał się z nim. Nie mając wyboru odwróciłam się i spojrzałam na niego oczami pełnymi nienawiści.
Czy ona ma w ogóle jakieś możliwości wyboru w swoim życiu?
Siedział na swym motorze ubrany w skórkę.
Od chleba.
Otaksował mnie spojrzeniem od góry do dołu.- nieźle się wystroiłaś.- dodał.- czyżby randka? - spytał się z uśmiechem.
*z niechęcią wraca do opisu stroju* Wymagań wysokich to ty nie masz, Sasuke.
- może przyłączysz się do nas Sasuke? zamurowało mnie totalnie.
- Nie. On nie ma czasu, musi trenować na te swoje rajdy.- odparłam za niego szybko i pociągnęłam Sabakuna w kierunku budynku.
On się nazywa Akasuna [czerwony piasek] no [<--- to partykuła] Sasori [<--- a to imię]. Innymi słowy Sasori Czerwonopiaszczysty - więc z Sabaku [pustynia] na [<--- PARTYKUŁA!] mi tu dziewczyno nie szalej, bo zwariuję!
Poza tym Sabaku NO to był Gaara, nie Sasori. I ja nie jestem fanką Naruto.
Uśmiechnął się do mnie złośliwie. Zagotowało się we mnie, ten dupek zrobił to specjalnie.
Tak. Wepchał się w tłum określeń i przeciągnął strunę.
Zazgrzytałam zębami ze złości i zacisnęłam dłonie z bezsilności.
- Chodźmy.- obaj weszli do budynku, a ja nie mając wyboru powlokłam się za nimi.
No bez kitu, grozili jej śmiercią? =,=
Niewolnica jedna. Albo Drama Queen.
To jest najnudniejsza randka w moim życiu pomyślałam patrząc na dwójkę chłopaków rozmawiających o rajdach i samochodach.
Jej fascynacja samochodami nagle minęła.
- Ja już muszę iść.- odezwałam się. Nie zwrócili na mnie uwagi.- no to cześć.- pożegnałam się i położyłam pieniądze na stole, nie zauważyli tego.
YEAH! Pierwszy raz od lat poczułam taką sympatię do [niektórych!] postaci z Naruto ;>
A skąd miała Wybór?
Byłam już w połowie drogi, gdy usłyszałam ryk motoru, zeszłam z jezdni by przepuścić tego kogoś co jechał na motorze, który mnie wyprzedził i stanął przede mną.
- Tu jesteś.- zdjął kask.
Sasuke... Znowu to zrobiłeś!
- Co? - warknęłam stając i patrząc na niego.- zepsułeś mi randkę wpraszając się na nią, to jeszcze obaj byliście tak zajęci, że mnie nie zauważyliście.- dodałam.
- Dostrzegliśmy.- odparł.
- Gdy wyszłam.- rzekłam.- a jestem już niedaleko domu, więc bardzo szybko mnie zauważyliście, że mnie nie ma.- dodałam z ironią.
I z błędami.
- Dobra.- rzucił mi kask.- ale żadnych wyczynów jak dziś rano.- ostrzegłam.
- Masz to jak w banku.
- Jak znowu będzie na nas ścigał gang, nie będę uciekał.
- O co ci chodzi? - spytałam się.- przecież jestem pod swoim domem.- przypomniałam mu.
- Racja, lecz jakieś podziękowanie powinno być.- powiedział.
- Jeszcze go.- prychnęłam.- po takim zachowaniu jaki mi zaserwowaliście to raczej ty powinieneś mi podziękować wraz z Sasori, że was zaszczyciłam swoją obecnością.- odgryzłam się.
CO ona odgryzła, że aż Sasori zmienił płeć? ._.
Ała.
- Wiesz.- uśmiechnęłam się słodko i podeszłam do niego.- masz rację.- dodałam.
- Naprawdę? - ucieszył się.
- Nieeee!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnęłam mu do ucha głośno.
Zemsta nietoperza, wersja dla przedszkolaków.
- Dobra. Nie krzycz już.- potrząsnął głową.- słyszałem cię.- dodał.
- I dobrze, bo nie mam się zamiaru powtarzać. Nie mam zamiaru zapomnieć tego jak mnie olałeś. I pomyślałeś sobie pewnie, że jak mnie odwieziesz to mi złość przejdzie, ale się myliłeś, nie zapomnę tego, bo nie zamierzam. I zapamiętaj sobie Uchiha, że nadal cię nie lubię.
Ale to nie znaczy, że możesz mnie ignorować! Jeśli ja ciebie nie lubię, to znaczy, że ty masz mnie uwielbiać!
WSZYSCY MAJĄ MNIE UWIELBIAĆ!
- Hej tato.- przywitałam się.
- Gdzie ty byłaś? - popatrzył się na mnie surowo.
- No cóż, byłabym szybciej gdyby dwaj matoły nie zagadały się, to bym była wcześniej.- powiedziałam.
- Dwa matoły? - usłyszałam w głosie taty nutkę niedowierzania i chłodu. Zaczyna się pomyślałam. Popatrzył na mnie surowo.- kim oni byli? - zapytał złym tonem. Tata chce mnie chronić za wszelką cenę od brudnych łap chłopaków, którzy mogą zrobić jego kochanej jedynaczce krzywdę.
Nie no, nie ma do tego podstaw, prawda? Narzuca się i w ogóle.
Taa...
- Sasori no Sabakun kolega z pracy i Sasuke Uchiha.- rzekłam.
Też bym się niepokoiła, jakby moje dziecko spotykało się z kimś, kto co chwila zmienia nazwisko.
A "no" jest partykułą, która tworzy odpowiednik naszego dopełniacza i umieszczenie jej po imieniu jest co najmniej głupie, ale cóż to za przeszkoda dla Miyako-chan i jej geniuszu! *khę khę*
...ominęłam oszołomionego ojca i pomknęłam na górę.
- Ja sobie porozmawiam z tym Sasuke, gdy tu przyjdzie następnym razem.- doszło do moich uszu.
Następnym razem ma się zalecać do mojej córki!
- Nareszcie w domu.- rozciągnęłam się zadowolona, drgnęłam czując znajomy chłód, opuściłam ręce i rozejrzałam się szybko. Przede mną pojawiła się postać...
- Pani Chiyo? - rzekłam.
- Sakura. On tam jest. Wrócił.- szepnęła.
Spojrzałam na nią poważnie.
- Gdzie? - zapytałam się.
- W moim domu.- odparła drżącym głosem.
- Już idę.- przebrałam się w dżinsy biodrówki, obszerną bluzę i trampki.
Duch zamordowanej staruszki wzywa ją na miejsce zbrodni, a ta o dżinsach biodrówkach _._
Aż dziw, że nie wyszła w sukience wieczorowej i kurtce moro.
Podeszłam do okna, które otworzyłam, weszłam na parapet, nałożyłam kaptur na głowę, po czym wspięłam na drzewo i zeskoczyłam na dół.
Byłoby bardziej dramatycznie, gdybyś wyskoczyła przez zamknięte okno w slow motion.
Nie minęła godzina, gdy byłam na miejscu. Zatrzymałam się kilka metrów dalej. Dostrzegłam motor pozostawiony na drodze.- więc tu jest.- mruknęła.
- Tak.- babcia Chiyo zmaterializowała się przy mnie. Nie przestraszyłam się, gdyż byłam do tego przyzwyczajona.
Przestań to ciagle powtarzać, bo pomyślę, że kłamiesz.
- Gdzie dokładnie się znajduje? - zapytałam się jej.
Jakiś GPS by się przydał. Jak facet zrobi kilka kroków, Sakura straci go z oczu.
- Nic mi nie będzie.- oświadczyłam.
- On może cię zabić.- rzekła.
- Wiem babciu Chiyo, ale umiem się bronić i mam doświadczenie w bójkach. Dam sobie radę.- zapewniłam ją.
- No dobrze.- zgodziła się.
To mi wygląda tak, jakby staruszka podpuszczała nadetą Sakurę, by ta wreszcie padła ofiarą mordu i przestała wtrącać się w nie swoje sprawy.
- Idę.- zaczęłam się skradać, obserwując go uważnie. Pomału i ostrożnie stawiałam stopy na ziemi by mnie nie usłyszał. Po chwili zakradłam się za drzewo i zza niego popatrzyłam na niego.
Gdyby zbrodzień miał tam ze sobą lustro, to jeszcze bym zrozumiała... o_O
A właściwie, to po co ona do niego idzie?
Nie ruszał się. Trzymał ręce w kieszeni i patrzył się przed siebie na ruiny domu. Ciekawe dlaczego tu przyszedł? zastanawiałam się. Może ma wyrzuty sumienia? Albo przyszedł patrzeć na swój triumf jakim było morderstwo staruszki? A może szuka tutaj jakiegoś śladu? Tysiące pytań tłukło mi się po głowie. I wtedy nadepnęłam na gałązki. Przeklęłam. Modliłam się by nie usłyszał, ale jak na złość odwrócił się. Położyłam się na ziemi.
Ninja-amator.
xDD To tym większa paranoja, że bohaterką jest właśnie Sakura.
I wtedy nadepnęłam na gałązki.
ZAWSZE są jakies gałązki.
- Hej czekaj!!!!! - krzyknął. Nie odwróciłam się, a nawet nie zamierzałam się zatrzymywać. Chciałam jeszcze pożyć.
A co z tym jej doświadczeniem w bójkach?
Wzięło sobie wolne.
Ale on był szybszy i dopadł mnie, gdy byłam blisko już roweru. Po prostu się na mnie rzucił.
- Puszczaj mnie!!!!!!!! - krzyknęłam zmienionym głosem.
- Nie ma mowy.- szarpałam się z nim, chciał mi zdjąć kaptur z głowy.
- Nie!!!!!!!!! - kopnęłam go w krocze.
*parsk* Jeśli tak się walczy po treningach dżu-dżitsu, to nic nie straciłam, zostając przy skromnym drapaniu i gryzieniu ;>
- Nigdzie nie pójdziesz.- rzucił, ciągnąc mnie. Drugą nogą uderzyłam go w dłoń, syknął z bólu, lecz mnie nie puścił.
Własna noga jako tępe narzędzie. 10 punktów za styl!
- Ty mały draniu.- rzekł wściekły i przyciągnął ją bliżej.
Jakaś inna laska się tam... zmaterializowała.
Albo to ta wyrwana noga Sakury ;>
Byłam w złym położeniu. Odwróciłam się i zamarłam widząc czarne tęczówki.
BAZYLISZEK!
- Sasuke? - wyszeptałam. Ten znieruchomiał i spojrzał na mnie.
- Skąd znasz moje imię? - było ciemno i nie dostrzegł mej twarzy pod kapturem.
Musiała ten kaptur solidnie wykrochmalić, że tak się nie ruszył podczas szarpaniny ;>
Albo to był kaptur z nogawkami. No, taki wielki, że całą twarz zakrywa. Nie słyszalaś nigdy o majtkach z golfem? Czemu nie może być kaptura z nogawkami?
Pędziłam niczym wicher na tym rowerze, pedałowałam tak szybko jak mogłam. Spociłam się już, a mój oddech stał się urwany i płytki. Musiałam jak najszybciej stąd zniknąć. Dlaczego? pomyślałam.
Nie wiem dlaczego, ale skoro musisz...
Niepokoiło mnie to, że on tam był. Czego tam szukał? zadałam sobie po raz setny to pytanie.
Bo to przecież niemożliwe, żeby szukał jakiejś ruiny do mrocznej sesji zdjęciowej.
Robiło się coraz ciekawiej. Morderstwo staruszki, nieznany sprawca, wnuk zmarłej i Sasuke. To wszystko nie kupało się kupy, właściwie wszystko prócz Uchihy.
Ludzie, ile ja się nagłowiłam, co tu mądrego napisać! Wzięła mnie z zaskoczenia, no xD
Zaczęłam się rozglądać i wtedy natrafiłam wzrokiem rosnące kilka metrów ode mnie jakieś krzaki. Skrzywiłam się. Podrapię się na pewno i będzie niewygodne. Nie pasowało mi to, ale przecież dać się złapać jemu? - nigdy.- powiedziałam do siebie. Już sobie wyobraziłam jak zadaje mi te swoje głupie pytania. A co ja niby by mu odpowiedziała na pytanie co tu robisz? Bo na pewno by zażądał prawdy.
A ja musiałabym grzecznie odpowiedzieć, bo tak.
Ja:- No więc....- język mi się plącze.
On:- Gadaj.
Ja:- Dobra. Jestem mediatorką.
On: Nie widzę nic złego w rozwiązywaniu konfliktów międzyludzkich.
Widzę duchy odkąd sięgam pamiętam. Pomagam im przechodzić na drugą stronę by mogły zaznać spokój.
Od czasów, kiedy jeszcze nie znałam ojczystego języka aż do dzisiaj - tak mi już zostało. Mediatorstwo, oczywiście ;>
Potrząsnęłam głową. Nie chciałam by tak było.
A jakby się dała złapać i bezczelnie się nie odzywała? Aha, ale ona Nie Ma Wyboru.
Motor się zbliżał. Podjechałam do krzaków, zsiadłam z roweru i schowałam się w kryjówce z moim środkiem transportu. Słyszałam jak nadjeżdża. Po chwili dojechał do mojej kryjówki. Widziałam jak staje i patrzy na drogę. Pewnie jest zdziwiony tym, że mnie nie ma, a przecież by mnie dogonił. Wie, że nie mogłam uciec daleko i rozpłynąć się w powietrzu. Zamarłam w bezruchu, gdy zatrzymał wzrok na krzakach. Błagam jedź modliłam się w duchu.
Składnia symetryczna 2.0
Widać moje modlitwy zostały wysłuchane, bo ostatni raz zmierzył okolice wzrokiem, po czym pojechał dalej.
I powtarzał półgłosem: "Od Sakury w krzakach do krawężnika 2m i 35cm, 2m i 35cm..."
- Nareszcie mogę jechać do domu.- otrzepałam się z liści, wsiadłam na rower i pognałam do domu.- w końcu.- dodałam, będąc pół godziny później w swym pokoju. Padłam na łóżko. Byłam zmęczona. Miałam wszystkiego dosyć. Na szczęście jutro była niedziela i wyśpię się porządnie.
A wczoraj na obiad będą naleśniki, które zrobiłam w przyszlym tygodniu.
Jedyny dzień w tygodniu kiedy mogę sobie pospać pomyślałam. Myślałam uporczywie o tym co tam robił brunet, lecz potrząsnęłam głowy.
Wszystkie trzy. I tu sprawdza się przysłowie: "Gdzie kucharek sześć..."
Tylko nie potrafiłam sobie przypomnieć, skąd ten brunet w mojej kolekcji.
Naprawiłam jakąś usterkę w silniku. Trudno było to wyjąć.
No, do wyciągnięcia takiego przeciętnego silnika potrzeba co najmniej dwóch chłopów. Albo jednej Pudziano-Sakury.
A ja się zastanawiałam, jak się wyjmuje usterki!
- Mam.- wyciągnęłam sprawcę. W ręku trzymałam klucz francuski, który jakiś sposobem znalazł się w silniku. Pewnie właściciel nie będzie wiedział jak się tu znalazł pomyślałam ponuro.
Hint: Jeśli właściciel samochodu znajduje się w SILNIKU, to już raczej niczego nigdy nie będzie wiedział. Po odpowiedzi powinnaś się zgłosić do CSI.
Jakie to jeszcze dziwne rzeczy wyjmę z samochodów? zastanawiałam się. Wyprostowałam się. Wtedy kątem oka dostrzegłam czarne włosy. Ponownie zanurzyłam się pod maskę.
Nie dotykaj tych włosów! It's evidence!
Wiedziałam kto i na dodatek chyba kierował się w moją stronę.
A ja schowałam wszystkie trzy głowy i wypięłam tyłek.
Po chwili usłyszałam jego szept:
- Hej.- nawet nie podskoczyłam. Odwróciłam twarz w jego kierunku.
Ale tylko twarz. Niech sobie nie myśli, że dla niego będę szyję sobie przekręcać.
Dostrzegłam wpatrzone we mnie czarne tęczówki.
Ile można?!
[Sasuke nakazuje Sakurze wymienić koło w jego motorze:]
- Daj już spokój, dobra? Powiedziałem, że ty i zrobisz to.- powiedział.
- Nie.- chwyciłam się słupa obiema rękami.
- Nie zachowuj się jak dziecko.- puścił mnie i podszedł do mnie.
Jakie długie ręce musi mieć, że je puścił i jeszcze do niej podszedł xD
A może tak się tego słupa trzymała, że jej się łapa rozciągnęła?
- Będę. Nigdzie nie pójdę.- skwitowałam krótko. Westchnął, po chwili na jego wargach pojawił się uśmiech. Przybliżył twarz do mojej.
- Więc nie zrobi ci różnicy jak cię pocałuję.- oświadczył.
*ziewa* To się nazywa Napięcie Erotyczne Z Kosmosu - kolejny wynalazek Jest Noci.
Spojrzałam na niego zaskoczona. On miałby pocałować dziewczynę w ogrodniczkach i kucykach, która jest cała umorusana smarem i olejem? Jakoś w to wątpiłam. Na pewno nie wyglądałam seksownie czy ładnie. On się ze mnie wyśmiewa.
Po prostu jest fetyszystą.
Czułam jak serce wali mi oszalałe, a nogi mam jak z waty. W końcu nie wytrzymałam i odskoczyłam jak oparzona.- wygrałeś. Pójdę.- rzuciłam. Uśmiechnął się zwycięsko.
Jej dżudżitsu wzięło sobie wolne, dlatego była bezsilna w obliczu molestowania seksualnego. I szantażu.
Tak jak myślałam, obie opony były nienaruszone. Kopnęłam tylną butem.
- Rzeczywiście guma.- stwierdziłam z ironią, po czym odwróciłam się i minęłam go, lecz on mnie złapał za ramię.
[...]
- Miałem powód.- oświadczył.
- A mogę wiedzieć jaki? - zapytałam się bruneta.
- Chciałem cię wybawić.
*wciąga na biurko materac* Analiza analizą, ale nosa sobie nie dam złamać!
- Dobra. Mów.- rzekłam.
- Tak lepiej.- puścił mnie. Rozmasowałam sobie rękę.
- To bolało.- powiedziałam z wyrzutem.
- Z tobą tak trzeba.- rzekł.
- Dupek.- warknęłam. Skrzywił się.
- Wymyśl coś innego.
*żre popcorn*
- Mów czego chcesz i spadaj.- warknęłam.
- Ok. Byłaś wczoraj tam? - spojrzał na mnie poważnie.
- Gdzie? - wiedziałam o co mu chodzi, ale nie zamierzałam mu mówić, udawałam.
- Na ruinach tego domu.- odparł.
- Kiedy?
- W nocy.
*żre popcorn*
Ej no, podziel się.
*w milczeniu podaje paczkę*
- O tej porze to ja śpię.
- Ale masz rower?
- Mam, bo co? - zapytałam udając zdziwienie.
- Jaki kolor?
- Żółty z niebieskim.
- Hmm...- zamyślił się.
- Co?
- Nic.
- Mogę już iść?
- Tak.
*pluje popcornem*
*krztusi się*
- Nareszcie.- mruknęłam, po czym odwróciłam się i odeszłam.
- Sakura! - usłyszałam jak mnie woła. Odwróciłam się zrezygnowana.
- Co? - zapytałam beznamiętnie.
- Byłaś tam.
- Wcale nie.- oburzyłam się.
- Tak.- wkurzyłam się i zawróciłam.
Zapętliłam się.
- Zobaczymy.- usłyszałam jeszcze, w odpowiedzi prychnęłam. Ale zakiełkował się we mnie niepokój.
Zakwitnął się i zadomowił.
A jak naprawdę rozpoznał, że to ja? pomyślałam, ale zaraz pokręciłam głową. To niemożliwe przemknęło mi przez myśl.
Przecież miałam kaptur do ziemi.
O 19:30 skończyłam pracę. Przebrałam się w dżinsy, bluzkę na krótki rękaw z napisem"Hello Kitty", na to czarną bluzę z kapturem.
Żeby moja słitaśność nigdy nie wyszła na jaw.
Wyprowadziłam mój rower ze składziku, który o dziwo zmieścił się w nim,
To już sięga poza granice mojej wyobraźni.
Potężny miała ten rower, nie ma co.
Zaczął padać lekki deszczyk, nałożyłam na głowę kaptur bym nie zmokła. Właśnie wjechałam w wąską uliczkę. Niedługo będę w domu pomyślałam. Jeszcze jeden zakręt i..wtedy zobaczyłam, że ktoś zajeżdża mi drogę motorem przed nosem.
ILE MOŻNA?!
Przerażona wyhamowałam i runęłam z rowerem na jezdnię. Zaczęłam wstawać z kamiennego podłoża.
Jakieś kocie łby... Miasteczko zatrzymało się w rozwoju.
To jacyś Niemcy zapędzili się z kocimi łbami aż do Japonii ;>
Całe ciało mnie bolało. Zwłaszcza kolano, na które upadłam i teraz strasznie mnie bolało.
Kolano, które mnie bolało, bolało mnie.
I pamiętajcie, że po upadku na kolano musicie się przygotować na ból kręgosłupa, głowy i tyłka.
Poczułam metaliczny smak w ustach. Dotknęłam czoło. No pięknię pomyślałam.
Ja zawsze myślę pięknie.
Nie dość, że jeszcze kolano to i czoło mam poranione. Wyprostowałam się, podniosłam rower.
Aha, czyli jej upadek to było coś na kształt ukłonu.
Albo przeleciała nad kierownicą i potoczyła sie po kocich łbach, tak: rollsrollsrolls...
Na szczęście nic w nim nie zepsułam tylko ja byłam poszkodowana.
Co ona robiła W rowerze?
Jest częścią integralną roweru - jako napęd ;>
Spojrzałam ze złością na sprawcę, który jak gdyby nic siedział sobie na motorze. Po chwili wyłączył maszynę, zdjął kask i stanął naprzeciwko mnie. Zamurowało mnie. To był Uchiha!!!.
Znowu niespodziewany zwrot akcji. Cóż za dreszczyk emocji.
A nie, to mnie jest zwyczajnie zimno.
Zawrzało we mnie. Ten dupek o mało mnie nie zabił. Chciałam się odezwać i wykrzyczeć mu co sobie myśli, ale ugryzłam się w język.
Przypomniałam sobie, że nie potrafię czytać w myślach.
Chciałam zobaczyć co zrobi. Szedł w moim kierunku, w jego ręku błysnął scyzoryk.
- To ty.- rzucił złowrogim tonem. [Nie, ja to nie ja.]Przełknęłam ślinę. Zrobiło się gorąco. On chyba zamierzał mnie zabić.
[koniec notki]
[początek kolejnej:]
Wciągnęłam powietrze. On naprawdę nie żartował naprawdę zamierzał mnie zabić. Nie poczułam strachu.
Niekonsekwencja, wersja deluxe.
Dlaczego? Ponieważ nieraz duchy próbowały mnie zabić przy użyciu swych mocy, ale jakoś zawsze wychodziłam prawie cało nie licząc złamanego nosa czy kilka ran, lecz moi przeciwnicy zawsze wyglądali gorzej.
Nie wątpię. No wiesz, jakby nie patrzeć, byli MARTWI.
Właśnie. Tacy są zwykle trochę niesympatyczni.
A ja i tak kocham Sadako <3
To mogę zapewnić. Wiele razy też walczyłam z prawdziwymi psychopatami i zabójcami. Normalnie ci to mieli pomysły. Choć jednemu udało mnie się ogłuszyć. Gdy się ocknęłam byłam przywiązana, a on ostrzył nóż by mnie nim poderżnąć gardło i poćwiartować na kawałki jak zrobił to z swoją żoną i córeczką.
Niedawno napisałam, że poukładałabym sobie puzzle [albo opko Jest Noci ;>]. Cofam to. Wyszło mi, że ktoś chciał poderżnąć nóż Sakury gardłem swojej żony...
To właśnie one przyszły prosząc mnie o pomoc. Chciały przejść na drugą stronę, dość miały tułaczki po świecie, gdy ich nikt nie widzi. Pomogłam się.
*klepie po pleckach* Wiem, że ty wszystko "się".
"Nożownik", bo tak się nazwał. Był dumny z tego przezwiska, bo pasowało do jego sztuki.
Długo nad tym myślał, geniusz.
Jakoś się wtedy uwolniłam i posmakował mojego prawego sierpowego.
Jak dokładnie się uwolniłaś? My chcemy wiedzieć! ;>
To było zeszłej jesieni. To był jeden powód naszej przeprowadzki. Poniekąd tamta policja już mnie znała i mówiła po imieniu.
A ja mówię po polsku.
Wcześniej policjanci musieli pytać o jej imię, więc mówili przed imieniem. Później Sakura przywykła i przedstawiała się pierwsza.
Nigdy nie mogli zrozumieć jak ja łapię szybciej przestępców od nich. Byłam tam sławna.
Postawili mi nawet pomnik:
W końcu mój ojciec nie wytrzymał i zabrał mnie stamtąd bym mogli zacząć nowe życie, gdzie indziej. Policja przyjęła to z ulgą. Cieszyli się, że się mnie pozbyli.
"- Udało nam się pozbyć tej szurniętej Merry! Mary? No, tej Sue.
- A ja myślę, że to jednak nieładnie tak wrabiać chorą dziewczynkę..."
Przeanalizowałam wszystkie moje przygody i doszłam do wniosku, że w takiej sytuacji znalazłam się po raz pierwszy w życiu. Po pierwsze Sasuke już trochę znałam i nie sądziłam, że będzie do czegoś takiego zdolny. Widocznie się myliłam. Nie pozostało mi nic innego jak walczyć. Właściwie nie zamierzałam dać się zabić. Walczyć umiałam. Postawiłam rower na stopce i odeszłam kilka kroków od mojego środka transportu.
Od pojazdu dwukołowego z napędem na pedałowanie.
Miała czas na to, żeby postawić rower na stopce?
Na pewno znalazła czas, żeby o tym pisać =,=
- Zapłacisz mi za to, że mnie śledziłeś dupku.- wysyczał. O nie myślał, że to ja jestem tym co go śledził. To była prawda, lecz nie przyznałam się. Otworzyłam usta by powiedzieć, że to ja kiedy on rzucił się na mnie. Runęliśmy na twardą powierzchnię. Kolejny raz pomyślałam ponuro.
Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza. Chyba zamieniam się w emo.
Moja pupa nie była z tego zadowolona.
Kiedy jej pupa jest zadowolona, klaszcze pośladkami i tak piszczy: "łiiiłiiiłiii!"
Próbowałam go zwalić z siebie, ale był zbyt ciężki. Powinien przejść na dietę przyszło mi na myśl. Unieruchomił mi ręce, które przytrzymywał swoją rękę.
Przytrzymywał swoje ręce rękami Sakury.
W drugiej trzymał tą swój scyzoryk, który zamierzał mi przystawić do szyi i poderżnąć gardło. Nie ma mowy wyrwałam ręce z jego uścisku i walnęłam pięścią w jego nos. Usłyszałam miłe dla mego ucha chrząśnięcie. Uśmiechnęłam się zwycięsko. Chyba złamałam mu nos. Pomimo wszystko należało mu się. Zasyczał i złapał się za niego. Na to czekałam, kopnęłam go w krocze, gdyż to zawsze działa na płeć przeciwną. Jęknął i złapał się za swe przyrodzenie. Chłopcy pomyślałam.
Skoro już tak wymachiwał tą swoją zbabiałą scyzoryką, nie mógł przynajmniej raz dźgnąć...?
Błyskawicznie zepchnęłam go z siebie, wstałam, chciałam uciec, gdy ten nagle złapał mnie za bluzę.
JAK ona go kopnęła w krocze, kiedy on na niej jeszcze siedział/leżał?! Sama widać ma jakiś dodatkowy członek ciała między nogami... ;>
- Nigdzie nie pójdziesz.- rzucił. Odwróciłam się. Nigdy nie widziałam go tak wściekłego.
Odwróciła się plecami do faceta, który groził jej scyzorykiem, och pliiizz!
- Puszczaj! - krzyknęłam zmienionym głosem.
- Nie ma mowy. Najpierw powiesz mi dlaczego mnie śledziłeś chłoptasiu.- warknął. No teraz to naprawdę przeholował. Teraz chciałam udawać, ale bez obrazy jestem przecież dziewczyną i widać to przez zarys bluzy.
Ona ma taki... męski honor.
Widocznie było zbyt ciemno i nie widział tego lub był ślepy.
"Nie dość że głuchy, to jeszcze nie słyszy!"
Ale przecież leżał na mnie to musiał coś wyczuć.
No bez kitu, przecież nie kładł się na niej płasko jak naleśnik, skoro chciał jej poderżnąć gardło i w dodatku uważał ją za chłopa!
Serio, jak na czymś usiądę, to nigdy nie umiem tego znaleźć.
;>
Mnie najbardziej zastanawia, że nie poznał jej po głosie.
Widocznie jest ślepy uznałam w końcu. Tak się zamyśliłam, że dopiero spostrzegłam, że mnie ciągnie.
Jeszcze jedna taka rewelacja, a przebiję się czołem do piwnicy.
- Nie boję się taki smarkaczy.- odparł. Kopnęłam go w kolano. Ale nie puścił mnie tylko wycelował pięścią w moją twarz. Nie będzie ładnie wyglądać pomyślałam. Poczułam uderzenie w prawym poliku, pod wpływem siły ciosu zatoczyłam się kilka metrów do tyłu. Złapałam się za bolące miejsce. Teraz to mnie wkurzył na maksa. Damski bokser uznałam.
Byłby, gdyby wiedział, że bije kobietę. A tak, damski bokser to raczej ty, boś baba! xD
Uświadomiłam sobie wtedy, że popełniłam błąd. Nie powinnam w ogóle grać tej farsy, lecz było za późno i musiałam ją kontynuować.
Dlatego, że ponieważ.
Podcięłam mu nogi i wycelowałam mu w oko.
Przecież się oddaliła od niego o kilka metrów. Zeżarła owoc gomu-gomu? Będzie miał śliwę uśmiechnęłam się. Niech cierpi.
- Ty...- wycelował we mnie pięść, lecz złapałam go za rękę i przerzuciłam przez siebie. Wylądował na ziemi.
- Dobrze ci tak.- mruknęłam. Ten podczołgał się i złapał mnie za nogę, upadłam na niefortunnie na podłoże chodnika, o który uderzyłam.
Przebiła się przez chodnik do podłoża, to musiało boleć ;>
Zanim jednak straciłam przytomność dostrzegłam twarz Uchihy, który zdjął mi kaptur. Napotkałam jego zszokowane spojrzenie.
- Sakura?
*MEGA HEADDESK*
Otworzyłam oczy, musiałam kilka razy mrugać by zobaczyć wyraźnie obraz. Poczułam łupiący ból głowy. Dotknęłam ręką policzka, syknęłam czując jak jest obolały i spuchnięty. Usiadłam na łóżku. Po chwili dostrzegłam jasnożółte ściany. Rozejrzałam się po wnętrzu ciekawie. Nie wiedziałam, gdzie byłam. Pokój był czysty. Naprzeciwko łóżka stała dębowa szafa, obok niej komoda. Po drugiej stronie stało biurko z komputerem, na którym się walały jakieś czasopisma. Dostrzegłam auto na okładce. W rogu stała doniczka z drzewkiem banzai.
Drzewko bojowe.
Banzai - ulubione drzewko moda <3
BONzai, pseudo-japońska makolongwo!
[opis pokoju, opis pokoju, opis pokoju...
wchodzi matka Sasuke:]
Odwróciłam twarz w ich kierunku. W drzwiach stała brunetka o czarnych oczach i ciepłym uśmiechu. Ubrana była w granatową sukienkę, na którą miała narzucony fartuch na nogach miała wygodne kapcie. W ręku trzymała tacę z zupą.
- Widzę, że się obudziłaś.- stwierdziła.- przyniosłam ci ciepły rosół.- podeszła do łóżka i położyła mi tacę.
[...]
- Jestem Sakura Haruno.- przedstawiłam się.
- Miło mi.- odparła i popatrzyła na mnie ze współczuciem.- nieźle cię ci chuligani urządzili. Dobrze, że mój syn...
Przytargał cię do domu, zamiast wezwać pogotowie i policję. Ale to mnie wcale nie zastanowiło, tępa jestem.
- Muszę wracać do domu.- chciałam wstać, ale brunetka mnie zatrzymała.
- Nie.- powiedziała stanowczo.- musisz leżeć. Spędzisz u nas noc.- dodała.
I za nic cię nie odeślemy do szpitala, żeby sprawdzili, czy po upadku nie doznałaś wstrząsu mózgu, czy czego gorszego - na pierwszy rzut oka widać, że nie masz mózgu.
- Ale mój tata...
-...o wszystkim wie i się zgodził. Przyjedzie po ciebie jutro.- dokończyła.
- Dziękuję.- rzekłam z wdzięcznością.
- A teraz zjedź rosół.
- Ty niedobry rosole, ty kuro rozwodniona, ty!
- wstała i wyszła. Ja zabrałam się za jedzenie. Była pyszna.
Ale że Mikoto?
Ludożerstwo!
Po chwili usłyszałam pukaniem podniosłam głowę.
Ja tam słyszę uszami.
Zobaczyłam Sasuke.
[Sakura czyni Wyrzuty:]
Twoja mama jest miła tylko nie wie, że ma syna zbrodniarza. Jesteś chyba najgorszym przypadkiem jaki kiedykolwiek spotkałam.
No bez kitu, dopiero co opowiadałaś o Nożowniku, co to cię do łóżka uwiązał i chciał wypatroszyć. Taka Dżu-Dżitsu-Atomówka z domieszką Chucka Norrisa trzęsie portkami z powodu SCYZORYKA?
- Skończyłaś? - spytał z ironią.
- Zapomniałam jeszcze dodać, że jesteś damskim bokserem i poobijałeś mnie tak, że z miesiąc minie nim te siniaki znikną. Nienawidzę cię.- wysyczałam.- teraz koniec.- dodałam.
Czy to jest ten moment, w którym Sakura uświadamia sobie, że kreowanie się na chłopczycę ma swoje ciemne strony?
Nie.
- Nigdzie nie pójdziesz.- zagrodził mi drogę.
- Zejdź mi z drogi.- ominęłam go, lecz złapał mnie za rękę.
*gryzie biurko* ILE MOŻNA?!!
- Sama tego chciałaś.- wyszarpnęłam się z jego uścisku. Nareszcie pomyślałam triumfalnie. Ale zaraz pokój zaczął wirować dookoła mnie. Czułam jak nogi uginają się pode mną. Zaraz upadnę przemknęło mi przez myśl. Próbowałam utrzymać równowagę, lecz było to na darmo. Zamknęłam oczy.
- Wiedziałem, że tak będzie.- usłyszał blisko siebie jego głos.
Lewitujące oczy to przeżytek, teraz przyszła pora na lewitujące głosy.
Otworzyłam oczy. Przed sobą dostrzegłam jego twarz. On mnie złapał ratując przed upadkiem.
Sasuke to the rescue!
Moja ręka wylądowała na jego torsie.
PLASK!
W miejscu, gdzie biło jego serce, a biło równomiernie i powoli. Napotkałam wzrok jego czarnych oczu.
Zaczyna mi brakować słów na komentowanie wszystkich tych wyemancypowanych części ciała.
Utonęłam w nich. Były takie głębokie.
*czai się z patelnią nad powierzchnią oczu Sasuke* Wypłyń no tylko...
Czułam, że odlatuję daleko stąd gdzieś w kosmos.
Wspaniale! Nie przeszkadzaj sobie, nie wracaj!
Przełknęłam ślinę, a moje serce przyspieszyło. Poczułam jego męski zapach, który mi się spodobał.
Masz na myśli pot?
Teraz wiedziałam dlaczego dziewczyny za nim szaleją. Żadna nie mogła oprzeć się głębi jego oczu, który jakby przenikały moją duszę.
Aż do praprzyczyny mojej grafomanii, do samego dna!
- No dobra. Nie wiedziałem, że to ty. Jechałem do domu, gdy zobaczyłem cię na rowerze w kapturze.
Ona ten rower ma jakiś zmutowany, bez kitu. Mieszczą się w nim komórki i w dodatku nosi kaptur...
- Zaczęliśmy bójkę jak wiesz. Po krótkiej szarpaninie, przewróciłaś się i uderzyłaś o chodnik. Wtedy zdjąłem ci kaptur i odkryłem, że to ty. Nie chciałem cię pobić. Ale nie wyglądałaś dobrze. Wziąłem cię, więc do siebie.
Żeby mnie nie zatrzymali w areszcie do wyjaśnienia sprawy, a przede wszystkim, żeby pobicie dziewczyny nie zniszczyło mojej kariery sportowej [czy autorka jeszcze pamięta o wielkiej sławie Sasuke?], ale tego już nie muszę ci wyjaśniać...
- Co z moim rowerem?
Schował kaptur, wyciągnął super-skrzydełka i poleciał do domku? Tak? :3
[...]
- Uchiha jeśli mi go zepsułeś to już nie żyjesz.- zagroziłam mu. To był mój jedyny środek lokomocji, a tata zrezygnował kupna mi skutera czy motoru, gdyż jak zobaczył jak kiedyś wróciłam po jeździe po rowerze.
Ten rower jest taki super, że nawet można jeździć po nim! <wow>
Przestraszył się mego widoku. Nic dziwnego jeśli potrafiłam się potłuc tak na rowerze to jak bym wyglądała po jeździe, z którąkolwiek maszyn.
Nie, tak się tego nie robi: ne wsiada się na rower z maszyną pod pachą.
- Spokojnie Itachi już go ogląda.- odparł.
- Już to widzę.- rzekłam z ironią.
Tylko JA potrafię naprawiać. Itachi i reszta jego pracowników to tylko statyści.
- Zaczynam podejrzewać, że rzeczywiście mnie nie lubisz.
- Bo to prawda.
- Niedobrze skoro będziemy razem spali.
- Słucham????!!!!!!!! - podniosłam się raptownie z łóżka.
- Spokojnie. Nie tak gwałtownie.
- Jak mam być spokojna kiedy wyjeżdżasz z takim tekstem!!!!!!! - wrzasnęłam.
- No to moje łóżko.
- Będziesz spał sobie na kanapie.
- Nie mamy kanapy.
- To na podłodze.
- Nie mam podłogi.
- Dobra. To był tylko żart.- wyznał.
- Wcale śmieszny nie był.- ofuknęłam go.- jesteś nienormalny.
- A ty sztywna.
I nie wiesz, jak to się robi w opkach. Gdybyś była Hermioną, a ja Malfoyem, to już byśmy byli połączeni niewidzialnym sznurem i spalibyśmy razem za karę.
Było mi tak ciepło. Zamruczałam z zadowolenia, było tak przyjemnie, więc przysunęłam się bliżej by poczuć to ciepło. O tak pomyślałam przytulając się. Czułam się bezpiecznie. Westchnęłam głęboko i ułożyłam się wygodnie. Już zasypiałam, gdy "moje ciepełko" się poruszyło co mi się nie spodobało.
- Nie ruszaj się.- mruknęłam niezadowolona. Nie otworzyłam oczu.
A mój mózg reaguje tylko i wyłącznie na bodźce wysyłane przez zmysł wzroku.
- Co tu robisz? - zapytałam złowrogo.
- Śpię.
- To widzę. Ale dlaczego tutaj?
- Bo to moje łóżko.
Jestem tylko skromnym kierowcą rajdowym, nie mogę sobie pozwolić na drugie łóżko albo noc w hotelu.
- Wiem to. Ale o ile sobie przypominam to mnie tutaj przyniosłeś i położyłeś, więc ciebie nie powinno ty być.
- Fakt, ale nie miałem gdzie spać.
Pffff. Mogłeś spać na tej słomie, co ci z butów wyłazi.
- Lubię się rozłożyć na całym łóżku.- czułam jak policzki mi płoną.
- Jasne i dlatego jesteś cała czerwona.- zaśmiał się.- nie widziałaś nigdy półnagiego mężczyzny? - spytał.
Nie tylko zabrałaś mi łóżko, ale też jedyną koszulę od piżamy.
- To wezmę prysznic.- zdecydował.
- Nie.- zaprzeczyłam szybko.
Nie pozwalam. Co ty, w swoim domu jesteś, czy co?!
- A to dlaczego? - spojrzał na mnie.
- Bo ja tego sobie nie życzę.- odparłam spokojnie. Łazienkę miał blisko swego pokoju. Gdyby teraz wszedł pod prysznic i wyszedł mokry w samym ręczniku to...przymknęłam powieki wyobrażając to sobie.
Kto powiedział, że przyjdzie ci się pokazywać? Ja też mam łazienkę blisko pokoju, jakoś nie latam mokra po domu o_O
Wymazałam obraz z pamięci, lecz on zakodował się w moim mózgu. Już wiedziałam, że cały dzień będę miała to przed oczami. Chybabym śliniła się na jego widok.
Pff... Na widok TEGO:
Dziękuję, postoję.
- Taa.- patrzyłam jak bierze ręcznik i znika w łazience. Po chwili do moich uszu doszedł szum prysznica.
- No i pięknie.- mruknęłam niezadowolona. Ukrył twarz w poduszce.
Pod prysznicem?!
Ze złości chciało mi się płakać.- dlaczego akurat ja? - jęknęłam.
Zmień płeć i po sprawie.
No, ona już nie śpi, jest już ranek, to właściwie co stoi na przeszkodzie, żeby sobie poszła?
Stoi dramat, którego nie mogła sobie odmówić.
- Widocznie akurat było ci to pisane.- usłyszałam. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Ku mojemu rozczarowaniu był ubrany, ale mokre włosy świadczyły o tym, że brał prysznic. Odbija mi kompletnie pomyślałam. Powinnam się cieszyć, że jest ubrany, a nie na odwrót.
- Jakoś mnie nie bawi, że cię poznałam i muszę cię znosić.- wyżaliłam się.
Nie musisz. Wystarczy jeden telefon do domu: "Tato, ten Sasuke spał ze mna wbrew mojej woli, uee!"
- Nawzajem.
- Ty.!
Jak śmiesz mnie nie lubić?!
- I jeszcze jedna rada.- zaczął. Spojrzałam na niego.
- Tak?
- Zacznij się ubierać jak dziewczyna.
- A nie jestem nią? - najeżyłam się.- według ciebie wyglądam na chłopaka? - byłam gotowa do walki.
No chyba z tego właśnie powodu prowadzicie teraz tę badziewną konwersację.
- Cóż.- obrzucił mnie spojrzeniem.- tak. Jesteś chłopczycą.- stwierdził. Wzięłam głęboki oddech. Sakura spokojnie to nic takiego tłumaczyłam sobie.
- Co masz przez to na myśli?
- No noś jakieś sukienki czy coś.
Szczególnie do pracy w warsztacie.
- Mam się ubierać jak jakaś zdzira?
No jak cię zaraz...! *leci po cięższą patelnię*
- No nie, ale załóż jakieś damskie spodnie. Coś dziewczęcego. - powiedział.
- Ubieram się jak chcę. I nic ci do tego.- oświadczyłam.
- No tak, ale następnym razem znów mogę wziąć cię za chłopaka i pobić.
Bo ja mam tak silny instynkt terytorialny, że rzucam się na każdego samca w okolicy.
A jak ubierzesz się jak twoja płeć to rozpoznam cię z daleka.
Ma się przebrać za narząd żeński? Och, wow... To rzeczywiście KAŻDY zauważy.
- Według ciebie nie jestem dziewczęca?
- Sakura ja...
- Odpowiedź tak lub nie.- zażądałam. Popatrzył na mnie.
- Nie.- to mnie zabolało. Dlaczego każdy facet uważa, że jestem chłopczycą skoro noszę dżinsy i nawet czasem ubiorę się normalnie?
Chamstwo, wywijanie chłopami nad głową, praca w warsztacie samochodowym, ćwiczenie dżu-dżitsu, bójki, połamany nos, blizny, tężyzna fizyczna - to drobiazgi! Przecież ciągle jeszcze mam różowe włosy!
Po południu przyjechał po mnie tata, który jak strzała wpadł do pokoju Sasuke i mnie uściskał.
[...]
- Już więcej nie puszczę cię w nocy samej.
- Co masz na myśli?
- Będę cię odwoził i przywoził.
- Tato ja..- zaczęłam. Nie chciałam by po mnie przyjeżdżał. Nie byłam już małym dzieckiem i potrafiłam o siebie zadbać.
*wydłubuje z czoła drzazgi* Tak, to widać.
- Przestań marudzić i ubieraj się. Dobrze, że Sasuke tamtędy przejeżdżał i uratował cię.- rzekł. Zrobiłam skrzywioną minę i zaczęłam się ubierać. Opcja pilnowania przez tatę wcale mi się nie podobała.
Ale nie mogłam sobie ułatwić życia i opowiedzieć, jak mnie Sasuke napadł, a później molestował. To uniemożliwiłoby mi cierpienie za narody.
- Dziękuję ci Sasuke, że pomogłeś mojej córce.- uścisnął mu rękę. Patrzyłam na to wszystko z ponurą miną. Jasne pomyślałam sam mnie tak poturbował, a teraz zgrywa bohatera.- dziękuję też pani za opiekę nad moją córką.- powiedział do Mikoto.
[...]
- Nie ma za co.- powiedział.- musiałem jej pomóc.- dodał. Przewróciłam oczami. Teraz czeka mnie kazanie. To przez niego.
Zabronił mi mówić prawdę i ja teraz muszę kłamać!
Popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem, ale on tego nawet nie zauważył zajęty rozmową z moim ojcem. Wierutne kłamstwa. Czy mój ojciec nie widzi, że ten dupek kłamie? Widać nie skoro go chwali. Jak tak będzie to zrobi mu zdjęcie, oprawi w ramkę, powiesi nad łóżkiem i będzie patrzył na niego z uwielbieniem.
A ja nie mogę się temu sprzeciwić i powiedzieć jak było, BO NIE.
Takie guru. Jeśli sobie przypominam z historii to Kakashi nazwał to kultem jednostki. Jednak coś zapamiętałam z lekcji tego nudziarza, gdzie połowa klasy spała na ławkach, gdy on mówił.
Nic ci z tego nie przyszło, skoro nie zrozumiałaś skali tego zjawiska.
Chociaż większość lekcji czytał te swoje zboczone książeczki, które pisał nasz nauczyciel od japońskiego Jiraya. Jedyna osoba co czyta te bzdety przemknęło mi przez myśl.
Ten akapit pomógł mi zrozumieć całe opko!
Po prostu nijak się ma do fabuły...
- Sakura.- głos ojca wyrwał mnie z zamyśleń.
- Tak? - mruknęłam.
- Podziękuj wszystkim za opiekę zwłaszcza Sasuke.- rzucił.
- Oczywiście.- musiałam to zrobić.
Dalej nie ogarniam dlaczego musisz, ale skoro się upierasz...
Najpierw podeszłam do uśmiechniętej brunetki.- dziękuję pani. Za wszystko.- rzekłam z wdzięcznością. Dziękowałam jej z ochotą. Była dla mnie opiekuńcza i miła.
Nie co ten Uchiha.
A ona też Uchiha.
- Proszę. Dbaj o siebie i nie chodź więcej po nocy.- uścisnęła mnie. Poczułam jej ciepło. Matczyna troska. Czułam się taka kochana i bezpieczna. Teraz poczułam jak bardzo mi jej brakuje, jeszcze chwila i bym się rozkleiła, ale nie mogłam, musiałam być twarda. Pani Uchiha bardzo się o mnie troszczyła. Pewnie taka by była moja mama.
Na pewno twoja mama też by cię ukryła w domu, zamiast wysłać do szpitala i zrobiłaby z ciebie poduszkę dla swojego synusia.
- Dobrze.- oddałam uścisk. Po chwili ją puściłam.- jedziemy tato.- dodałam i skierowałam się w kierunku drzwi.
I tak szłam i szłam, aż zaszłam na zachód.
- Sakura.- usłyszałam groźny głos. Westchnęłam. Używał tego tonu tylko wtedy, gdy porządnie się na mnie rozzłościł.
- Tak. Już.- podeszłam z ociąganiem do czarnookiego. Patrzyłam na niego, on na mnie.
- Sakura.- powtórzył ostrzej tata.
- Dziękuję.- rzuciłam z niechęcią. Mój własny ojciec mnie do tego zmusił. Co za zbrodnia. Moja duma i honor zostały zdeptane i upokorzone.
Za to twoja głupota i brak logiki zostały wywyższone.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy zwłaszcza twojej.- syknęłam cicho by on to usłyszał.
- Czego ty chcesz? Przecież nie zachowałem się jak ostatni drań i nie zostawiłem cię na pastwę losu byś się wykrwawiła tylko zabrałem cię do domy by moja mama cię opatrzyła.- odpowiedział.
Romeo. Nawet język jakiś archaiczny.
*wraca do opisu bójki* Dźgnął nieprzytomną nożem?! A matka ma ręce, które leczą, czy zszyła Sakurę na maszynie?
- Prawda.- zgodziłam się.- ale moja duma i krew zostały splamione.- rzuciłam.
To się nazywa sepsa - musisz natychmiast zgłosić się na pogotowie.
- A co ty rycerz?
- Nie kpij ze mnie.- warknęłam.
- Bo co?
- Pstro.- rzekłam.
- Co?
- Jajco!
- Już. Dziękuję Sasuke.- nadepnęłam mu boleśnie na stopę. Jęknął z bólu.- ojej nie chciałam. Przepraszam.- odparłam z fałszywą słodyczą.
- Kurde.- przeklęłam. Do tego jeszcze te siniaki. Gdy dwa dni później poszłam do szkoły wszyscy patrzyli na mnie dziwnie. Chyba stanowiłam nową atrakcję turystyczną za free. Lecz ignorowałam ich natarczywe spojrzenia i chichoty. Chciałam by to wszystko było za mną. W pracy przynajmniej nikt nie pytał, ale ciągle czułam ich spojrzenia na sobie. Jedynie Sasori był w porządku. Podszedł do mnie któregoś dnia, gdy zmieniałam koło u samochodu i po prostu zagadał.
A co, miał zaszczekać?
- Hej.- rzucił.
- Cześć.- mruknęłam. Wow w końcu któryś się do mnie odezwał. Czyli jednak nie jestem sama jak Robinson Cruzoe, ale on przynajmniej przy sobie Piętaszka. A ja nawet tego nie miałam.
Obrażanie dobrego kolegi - wersja 2.0
Ty miałaś tylko dom z centralnym ogrzewaniem, ojca i tłumy rówieśników w szkole, przechodniów na ulicy, kolegów w pracy - ale nie miałaś Piętaszka. To znacząco pogarszało twoją sytuację względem Cruzoe.
Właśnie pomyślałam. Kiedy przywiozą mój spadek po babci, który był pięknym białym wilkiem o głębokim spojrzeniu czarnych oczu.
*pierdut patelnią!* Czy to Geralt, czy przemyt dzikich zwierząt - w obu wypadkach zasłużyłaś! *pierdut pogrzebaczem!* A to za babcię, z pozdrowieniami od leśniczego!
Będę mogła do niego mówić, a on będzie mnie słuchał. Powierzę mu wszystkie swoje tajemnice, a on je zachowa. I nie wyśmieje przemknęło mi z goryczą na wspomnienie byłego chłopaka, który był nim 2 dni.
Osochozi.
[Sasori wspomina babcię:]
- Tak. Była dobra, miła, opiekuńcza. Kochałem ją, lecz straciłem ją gdy spalił się dom.- umilkł na chwilę.- byłem wtedy nad jeziorem z kumplami. Podczas gdy ja się bawiłem ona spłonęła. Gdy wróciłem dom się palił. Straż ugasiła pożar, ale z jej już nic nie zostało.
*wyciąga chusteczki* Jaka szkoda! Mógł zostać chociaż palec. Ten mały, u nogi. Miałby chłopak pamiątkę, a tak...
- Musiało ci być ciężko.- powiedziałam cicho.
- Tak.
- Znam to uczucie.- przypomniała mi się mglista postać mamy, za którą zatęskniłam. Bardzo mi jej brakowało, ale cóż muszę się z tym pogodzić.
- Ale Ka powiedział...
- Kto to jest Ka? - zapytałam. Otwierał usta, gdy do moich uszu doszło wołanie Itachiego. - Już idę!!! - odkrzyknął brązowooki.- fajnie się gadało.
O śmierci w męczarniach i takich tam. Musimy to powtórzyć!
- uśmiechnął się i odszedł pozostawiając mnie z jednym pytaniem w głowie: Kim jest Ka?
Fordem? Wielkim, wrednym pytonem?
- Ka.- mruknęłam do siebie. Ciekawe co to za typ? Z tego co powiedział Sasori wywnioskowałam, że to mężczyzna i jest kilka lat starszy od niego.
Tyle jej naopowiadał, że ho ho!
Ale od jakie to imię?
Od rzeczy.
Westchnęłam przeciągle. I wtedy mnie olśniło.- babcia Chiyo!!! - krzyknęłam głośno zadowolona. Ona mogła znać tego Ka, więc może mi pomóc. Ludzie popatrzyli za mną dziwnie, ale zignorowałam ich spojrzenia, gdyż byłam w euforii. Nie mogłam się doczekać kiedy ją wezwę. Nie mogłam tego zrobić w domu, gdyż ostatnio tata co dziesięć minut przychodził i sprawdzał czy jestem w pokoju. Bał się czy nie zwiałam z domu co mnie denerwowało. Nie miałam zamiaru łamać jego zakazu już i tak miałam u niego przechlapane. Weszłam do parku imienia Hashiramy Senju, który był założycielem tego miasta. Był to cudowny zakątek. Szłam "Aleją Sakury" jak nazwano tą TĘ! dróżkę, gdy po obu stronach rosły drzewa wiśni. Zmierzałam do mojego ulubionego zakątka z ławeczką, gdzie dochodził do mnie zapach kwiatów wiśni i szumu wody, gdyż niedaleko znajdowało się jeziorko z mostem.
Co się stało z tym arktycznym wilkiem z przemytu? Wpadł?
[Babcia Chiyo nie wie kim jest Ka, ale przypomina sobie, że razu pewnego jej wnuś Sasori spotkał się - przed laty! - z jakimś kolegą przy starej fabryce. Sakura wpada na genialny PLAN:]
- Wiem.- wiedziałam co zrobię. Pójdę do tej fabryki dziś wieczorem. Jakoś się wymknę. Wiedziałam, że będą miała przechlapane jeśli mnie tata przyłapie, ale nie miałam wyboru musiałam to zrobić. To dla spokoju babciu Chiyo przemknęło mi przez myśl.
Jack Sparrow: So what's your plan, then?
Will Turner: I row over, search the ship until I find your bloody key.
Jack Sparrow: And if there are crewmen?
Will Turner: I cut down anyone in my path.
Jack Sparrow: [turns to Gibbs] I like it. Simple, easy to remember.
Will przynajmniej wiedział czego szuka i jak to wygląda ;>
Dobra jakoś mi się udało wymknąć z domu. Tata sobie teraz smacznie spał, a ja byłam w drodze do tej fabryki. Czułam wyrzuty sumienia, ale co mogłam zrobić? Powiedzenie prawdy nie wchodziło w rachubę. Miałabym zaklepane miejsce w psychiatryku. Wyobraziłam sobie ściany pomalowane na biało, małe okienka z kratami ledwo przepuszczające światło. Mała klitka z jednym łóżkiem, a ja ubrana na biało z kaftanem bezpieczeństwa bym nie zrobiła sobie krzywdy. Wstrząsnęło mną. Nie miałam ochoty tam wylądować. Wolałam już kłamać.
I ukrywać winę Sasuke.
- Muszę uważać.- mruknęłam. Mknęłam na skuterze przez uśpione uliczki miasteczka.
Skuter Z Kosmosu. Like it.
Zastanawiam się, kiedy mój autobus wyewoluuje w limuzynę, a aparat w studio filmowe.
Rozejrzałam się dookoła. Nikogo nie widziałam. Słyszałam tylko szum wiatru i nic poza tym.- a może już tu nie przychodzi? - powiedziałam do siebie.
A może powinnam sprawdzić pozostałe trzy strony budynku - zakładając, że fabryka nie ma dobudówek, wolnostojących magazynów, tym podobnych?
W końcu minęło już kilka lat od tragedii.
Zaledwie dwadzieścia, jak sama informowałam w poprzednich rozdziałach.
Zatrzymałam się i nie namyślając się długo, acz ostrożnie zaczęłam się skradać w kierunku skąd dobiegały hałasy. Opierając się o ścianę szłam po cichu. Nie mogli mnie usłyszeć. Po chwili byłam dostatecznie blisko, że mogłam ich słyszeć.
Ale oni mnie nie, bo tak.
- Jesteś pewien?
- Tak.
- Uchiha za bardzo podskakuje.- burknął baryton.
- Masz rację.- przyznał piskliwy.
- Powiedź mu by się wtrącał do naszego handlu, bo zapłaci za to jak jego rodzina.- rzucił.
"Wtrącaj się, bo jak nie, to zostawimy cię w spokoju!"
Cóż za okrucieństwo! Kazać komuś coś zrobić, żeby móc się za to zemścić! O_o
- Masz działkę?
- Mam.
- To dawaj.
- Dzięki za kasę.
- Teraz spadaj stąd.- zaczęłam się wycofywać. Nie miałam wyboru. Nie mogli mnie zobaczyć. Upadłam. Obaj to usłyszeli. Jeden z nich wyjrzał.
- Czekaj!!!!! - krzyknął piskliwy. Nie miałam zamiaru.
- Łap ją!!!!!! - wrzasnął baryton.
Akcja na poziomie "Kevin sam w domu".
Pobiegli za mnie.
Wyręczyli mnie, żebym się nie spociła.
Wbiegłam do budynku. Musiałam się, gdzieś schować i to szybko. Szukałam bezradnie kryjówki, wiedząc, że liczy się każda sekunda.
Kevin był jednak sprytniejszy.
Wtedy poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i zatyka dłonią usta. Znieruchomiałam ze strachu. Złapali mnie już po mnie.
Frajerzy! Ja się pierwsza złapałam!
Atak klonów.
Próbowałam się wyrwać, kopałam nogami, ale bezskutecznie. Złapał mnie mocniej i wciągnął do swojej kryjówki. Modliłam się by mnie puścił. W końcu kopnęłam napastnika w krocze.
Nihil novi.
Znów położył mi rękę na ustach, ugryzłam go mocno. Chciałam by go bolało. Usłyszałam syk mężczyzny.
- Sakura, przestań ze mną walczyć to ja.- znieruchomiałam słysząc znajomy głos. Sasuke przeleciało mi przez głowę. Co on tu robi? Czyżby był wspólnikiem tych bandziorów? A może miał własny interes?
Po tylu kopniakach pewnie niewiele z tego interesu zostało ;>
Zdjął mi rękę z ust.
- Co to ma znaczyć?- wysyczałam w jego kierunku.
- Ratuję ci tyłek.- odparł.
- Sama potrafię o siebie zadbać.
Taa...
- Właśnie widziałem.- mruknął.
- Co masz na myśli?
- Złapaliby cię.
- Wcale nie.
TAAA!
- Mieli cię na celniku.
o_O Skąd tam Urząd Celny w tym bagnie?
Czy to ma coś wspólnego z przemytem wilków polarnych?
Służba celna przyszła sprawdzić, czy to już granica [głupoty].
- Jasne.- prychnęłam.- byłam w gorszym opałach.- wypaliłam. Po chwili do mnie dotarło co powiedziałam. Przeklęłam, czasami mam za długi język pomyślałam. Oby nie zwrócił na to uwagi i mnie nie pytał o nic modliłam się.
- W gorszych opałach? - powtórzył i spojrzał na mnie. Niedobrze. Moje modlitwa się nie spełniła.
A jakże, spełniła - przecież modliłaś się "o nic".
- Tak? A może ty mi powiesz co tu robisz? Też bym chciała wiedzieć co nieco o tobie.- rzuciłam zaczepnym tonem.
- Nie mogę ci powiedzieć.- rzekł poważnym tonem.
- A to dlaczego? - spytałam.
- Nie mogę i już..
Oni chyba zatrzymali czasoprzestrzeń, żeby sobie pogawędzić. No, chyba, że tamte draby teraz sobie stoją i słuchają tej paplaniny.
- W końcu spokój.- do moich uszu doszły głosy prześladowców.
No, nareszcie. Niezłą rułę mają.
Zastygłam w bezruchu. Musiałam być cicho i to bardzo. Uchiha złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Nie szarpałam się ani nie wyrywałam, choć aż się o to prosiło.
Co się prosiło? Była tam jakaś locha?
- Pójdziemy inną drogą.- oświadczył.
- Jaką inną? - zdziwiłam się.
- Chodź.- odwrócił się i ruszył w głąb budynku. Westchnęłam i poszłam za nim. Podszedł do ściany i złapał za deski, które były obluzowane. No tak, mogłam się domyślić, że jest tu ukryte przejście.
Niezbędne w budynku, do którego może wleźć z ulicy byle Sakura. Bardzo odkrywcze.
- Kto je zrobił? - zapytałam.
- Ja.- odparł.
- Ty? - to mnie zaskoczyło.
- Tak.- Wyjął pięć desek. Dostrzegłam dość dużej wielkości dziurę, która biegła w kierunku północnym.
Dziura też dostała nóżek na widok Sakury.
- Będziesz musiała po niego [po skuter] pójść.
- Wcale nie. Zaparkowałam go na jakimś placu.
- Wiem, gdzie to jest.- czułam się dziwnie. Nie wiem dlaczego. Szliśmy korytarzem dobrze wykopanym.
Sasuke w przerwach między rajdami zajmował się hobbystycznie górnictwem.
- Wykonałeś kawał dobrej roboty.- dotknęłam gładkiej powierzchni.
- Uuu..- zagwizdał.
- Co?
No właśnie.
- Pierwszy raz powiedziałaś mi komplement.- roześmiał się. Otworzyłam usta by zaprzeczyć, ale zaraz je zamknęłam. Miał rację.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo.- mruknęłam.
"Tylko mi się tu nie przyzwyczajaj, to taka jednorazowa wpadka była."
- Zawsze wszystko zepsujesz.- westchnął.
- Co? - oburzyłam się. Jeszcze takiego czegoś z żadnych ust nikogo nie usłyszałam.- ja nie kazałam ci odgrywać Supermana.- dodałam zła.
W tym mieście tylko JA mogę być super!
- Nie o to mi chodziło.
- To co? - naprawdę nie rozumiem logiki mężczyzn.
Ehm... A jakąś w ogóle rozumiesz?
A Sasuke był jednym niewiadomym.
*wygrzebuje się z piwnicy*
Nigdy nie mogłam wiedzieć co zrobi i co powiem.
Bo już taka głupia jestem - najpierw mówię, potem myślę.
Przynajmniej sama się przyznaje do swoich ograniczeń ;>
Westchnął.
- Nigdy cię nie zrozumiem.- mruknął.
Nic nie tracisz.
- Nawzajem.- powiedziałam. On nie rozumiał mnie, a ja jego. Ale co się dziwić. Oboje mieliśmy sekrety i żadne z nas nie zamierzało się z nimi dzielić nikomu.
Sekretom musi być strasznie przykro, że nie chcecie się z nimi dzielić nikomu - cokolwiek to jest.
- Zaraz korytarz powinien się rozwidlać.- oświadczył. Nie odpowiedziałam tylko patrzyłam naprzód, czekając, aż stąd wyjdziemy. I rzeczywiście po chwili dostrzegłam skrzyżowanie. Zatrzymałam się. Korytarz, którym szliśmy rozdzielał się na trzy części: lewą, prawą i prostą.
Jedne drzwi dębowe, drugie do łazienki.
- Którędy? - spojrzałam na Uchihę. W zamyśleniu przyglądał się rozwidleniom.
- Dawno już tędy nie szedłem.- wyznał. No pięknie pomyślałam z ironią. Bohater, który mnie ratuje i wykopał te korytarze nie wie, gdzie mamy teraz iść.
- Przecież sam mówiłeś, że sam wykopałeś ten tunel.- przypomniałam mu.
- No tak, ale to było już dawno.- patrzył na wszystkie tunele.
Byłem wtedy niemowlakiem. Teraz wykonuję odwierty w dnie oceanu, małym palcem u nogi.
- Więc którędy? - zaczynałam się już niecierpliwić.
- Chwila.- wymamrotał.- muszę pomyśleć.- dodał. Ile można się zastanawiać? przemknęło mi przez myśl.
No daj mu pomyśleć, nawet Gandalf musiał pomyśleć w podejrzanie podobnej sytuacji!
- Tędy.- rzekł i skręcił w prawo. Ruszyłam za nim. Nie znałam tych tuneli, więc musiałam mu zaufać.
[...]
- A skąd niby to wiesz? Przecież sam mówiłeś, że nie szedłeś tędy już parę lat temu.- powiedziałam.
- Ale ty jesteś upierdliwa. Żadna dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkałem, a było ich wiele to nigdy jeszcze nie marudziła i gdyby byłaby w twojej sytuacji to piszczałaby ze szczęścia.- szedł dalej.
Jesteś pewien, że to nie były takie... gumowe dziewczyny?
- Posłuchaj.- zaczęłam.- ja różnię się od tych pustych lalek, które mają biust z operacji plastycznej.- dodałam.
Jestem super, rozumiesz? Jestem ekstra, jestem Mary, jestem Sue!
Dziewczyny bez silikonowych implantów nie narzekają. Po prostu nie.
- Bo ty lubisz się bawić w bohatera. To sprawia ci to przyjemność.- oznajmiłam.
- To dobra, przecież cecha.
No właśnie, przecież to cecha, o co się denerwować?
Przecinek, też dobra.
- To jakiego ty chcesz faceta? - zamarłam. Czy mi się zdaje czy on próbuje mnie wypytać o ideał chłopaka? przemknęło mi przez myśl.
- A po co ci to wiedzieć? - zapytałam podejrzliwie.
- Tak chcę wiedzieć.- wzruszył ramionami.
- A ty jaki typ chcesz dziewczyny?
- Taka, która będzie mnie kochać za to jaki jestem, a nie za sławę czy pieniądze.- wyjaśnił. No dobra pomyślałam skoro on mi powiedział to ja też muszę się zreflektować.
O, zreflektować by się przydało - gdybyś tylko zechciała dowiedzieć się co to słowo znaczy ;>
Przed chwilą się obrazili na siebie i obiecali więcej się do siebie nie odzywać, a teraz gadają o uczuciach? Zakładam, że kiedy wyjdą na dwór, to się pocałują ze szczęścia. Ech, te romansidła :/
- Droga wolna.- usłyszałam. Jego nogi zniknęły w dziurze.
- Czas na mnie.- zaczęłam się wspinać po drabince. Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie w talii i stawia na powierzchni. Musiałam przyznać, że uścisk ma mocny.- nie trzeba było.
No bez kitu, musiałby mieć bardzo długie ręce i/lub kręgosłup ze stali tytanowej, zespawany na sztywno.
- Gdzie masz skuter? - doskonała strategia. Zmienił temat by nie odpowiedź na moje oskarżenie.
- Hmm...- rozejrzałam się. Dostrzegłam klomb jakiś kwiatów. Znajdowaliśmy się już w strefie zabudowania. Widziałam zaniedbane domy i graffiti na różnych budynkach.
- Teraz ty nie wiesz? - zakpił. Zignorowałam jego wypowiedź. W końcu dostrzegłam znajomy placyk.
- Tam.- wskazałam palcem.
- Nie pokazuje się palcem.- skarcił mnie.
Ludzi, bałwanie. Z kanału wylazł i na Wersal mu się zebrało.
- Idziemy.- ruszyłam w kierunku placyku. Po kilku minutach doszliśmy do niego. Rozejrzałam się. W końcu dostrzegłam swój skuter. Bez pożegnania podeszłam do niego. Na szczęście nikt go nie ukradł i nie porysował.Wsiadłam na niego i odpaliłam silnik. Mruczał jak kot. Miałam właśnie ruszać, gdy zasłonił mi widok.
- Co to jest? - spytałam. Zrobiło mi się niedobrze na widok czerwonej grudki.
- To mysz.- wyjaśnił. Mógł mi tego oszczędzić. Przyjrzałam się uważnie gryzoniowi, a raczej tego co z niego zostało. Widziałam jej wnętrzności, poskręcane i zmiażdżone. Sierść przylegała do asfaltu.
E... Sasuke wyrwał kawał jezdni z tą rozjechaną myszą? Pewnie nie chciał pokazywać palcem ;>
Czarne oczka były martwe, pyszczek miała otwarty, widziałam rząd malutkich, ostrych zębów.
o_O To na pewno była mysz?
Ogon oddzielony od ciała zwierzątka leżał nieopodal. Żołądek podszedł mi do gardła. Chyba na śniadanie nic nie zjem przemknęło mi przez myśl.
- Kto to zrobił? - wyrzuciłam z siebie.
E. Rozjechana mysz. Zadzwońmy po CSI, żeby to zbadali!
- Łowcy.- rzucił.
- Słucham? - spojrzałam na niego.
- Tutejszy gang. To oni tak potraktowali tego gryzonia.- kopnął zwłoki adidasem jak najdalej od nas. To przestroga dla tych, którzy się tu zapuszczą.- dodał.
Chcą odgonić tych łażących z nosem przy ziemi? (A może te wszystie rozjechane żaby na ulicach to jakaś przestroga?)
U nas na jezdni też leżą takie przestrogi. Przestrzegają jeże, żeby nie biegały po asfalcie, ale one nie chcą usłuchać, małe potwory.
- Nie. Więcej tu nie przyjdziesz. Zrozumiałaś? - podszedł do mnie i złapał mnie boleśnie za nadgarstek, ale nie zamierzałam nawet pisnąć.
- Puszczaj mnie!!! - ryknęłam, próbując wyrwać ramię.
No nie, to czytają dzieci! Nie można takich brutalnych scen przedstawiać! *Wcale nie przypomina sobie Hisoki*
- Sakura jak ty wyglądasz? - to były pierwsze słowa mojej przyjaciółki, gdy mnie zobaczyła. No pięknie. Jak mój tata pomyślałam. Wiedziałam, że nie wyglądam zbyt ładnie. Raczej jak straszydło. Podkrążone oczy, włosy jakby straciły swój blask, a ja sama byłam zmęczona i nie kontaktowałam przez to ze światem.
Czyli wszystko w normie.
Nie do końca, bo teraz zdała sobie z tego sprawę...
- Hej.- przywitałam się z nią i usiadłam na krześle. Moja głowa wylądowała na ławce.
W dodatku się rozpada! Klątwa rozjechanej myszy!
- Co ci się stało? - zapytała zatroskana.
[...]
- Uczyłam się.- skłamałam.
- Na dzisiejszy test z matematyki?
- Tak. mój ojciec nie jest zadowolony z moich ocen.
- Wiem co to znaczy.- na jej twarzy pojawił się ból. Przeklęłam w duchu. Na śmierć zapomniałam, że ojciec Hinaty nigdy nie jest zadowolony z osiągnięć swej córki, a dziewczyna naprawdę się stara, lecz dla niego to za mało. Ciągle na nią narzeka i upokarza. A ona chce by ją pochwali, zwrócił na nią uwagę, dał trochę miłości.
KANON?!
- Przepraszam. Nie chciałam cię urazić.
- Nic się nie stało. Nie chciałaś.- uśmiechnęła się wyrozumiale. To taka fajna dziewczyna. Dlaczego ten palant jej tata nie dostrzega jak ma wspaniałą córkę? Mój tata zawsze stara się mnie docenić, ale ostatnio coś mi wychodzi bycie posłuszną i grzeczną córeczką co źle na niego wpływa. Pomimo tego nie bije mnie ani niczego nie zabrania.
No nie rozumiem, ja tu się dobrze zachowuję, a on mi nie daje szlabanów?! Ja chcę szlabaaaaan!!!
Szlaban na opka Jest Noci do końca roku! ;>
skomentuj (1)